Opinie, recenzje
 

 

03.11.2015 Sława Ratajczak

 

O udziale Polonii i Polaków za granicą w życiu gospodarczym w krajach zamieszkania.

O
dkądstaliśmy się symbolem sukcesu ekonomicznego, coraz częściej mówi i pisze się, że Polacy to ludzie przedsiębiorczy, którzy przy silnych bodźcach stają się liderami ekonomicznymi. Niesie się w świat przekonanie, że jest w nas nowoczesność, wiedza i kreatywność. Potwierdzają to pracownicy Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie nad Menem. W ich przekonaniu Polska winna być drogowskazem dla innych narodów.

Cieszy ta przemiana, dotycząca spojrzenia na nasz kraj i Polaków.
Satysfakcjonuje zwłaszcza w Niemczech, miejscu w którym stanowimy drugą najliczniej reprezentowaną cudzoziemską społeczność.

W ostatnim ćwierćwieczu poznano nas szczególnie dobrze, jako że czas i warunki temu sprzyjały. Dokonały się przeobrażenia myślowe, wyrosły nowe opinie, bo jak wiadomo, nie zawsze mówiono o nas pozytywnie, objektywnie i uczciwie. Obraz Polski i Polaków w oczach Niemców zorganizowany był przez ponad dwa stulecia wokół wyświechtanego od czasów rozbiorowych pojęcia „Polnische Wirtschaft”. Latami przywykło się twierdzić, że nasi rodacy niechętni są do pracy, niedbali, źle zorganizowani, nieefektywni, nienauczeni porządku i niezdyscyplinowani. Dziś to już anachronizm i obraźliwy slogan. Tylko ci, którzy nas nie znają, bądź w uporze przekonań trwają, postrzegają Polaków przez pryzmat stereotypów. Takich na szczęście coraz mnie.

Udział Polaków w życiu gospodarczym Niemiec jest bezsporny. Słyszy się o tym niemal na każdym kroku. Na przykładach z Hamburga, popatrzmy i oceńmy, ile znaczymy i jak ważną rolę spełniamy. Powszechnie bowiem wiadomo, że Hanzeatycka Metropolia rozkwita za sprawą znacznej i doskonale widocznej przedsiębiorczości, pomysłowości i wiedzy Polaków. Jest ich sporo. Niektórzy szacują że już około 30 tysięcy. Do tego regularnie przybywają tu polscy naukowcy do placówek badawczych, np. DESY, a młodzi ludzie na uniwersytety i do szkół wyższych. Tak więc, trudno wszystkich policzyć, zważywszy, że duże polskie przesiębiorstwa zakładają tu stale przedstawicielstwa, rozwijają się też pokaźne miejscowe firmy i tak zwany small business. O tym ile naszych firm w Hamburgu mówi po części Polski Informator Branżowy „Zółte Strony” wydawany przez DR Druck Dominika Rybaka. Z powyższej publikacji wynika jasno, że Polacy są reprezentowani w prawie wszystkich obszarach gospodarki na terenie Hamburga i okolic.
Wiadomo, że nie tylko tu. Wszędzie na terenie Niemiec.

O znaczeniu i roli polskich przedsiębiorców, inwestorów, menadżerów, handlowców, lekarzy, inżynierów, informatyków wypowiadają się Niemcy ze szczególnym uznaniem.
Nigdy nie kwestionują kwalifikacji polskich pracowników. Wręcz przeciwnie, są pełni podziwu dla wiedzy i otwartości w przyswajaniu przez naszych rodaków wszelkich nowości.
Na tradycyjnej, lutowej „ Uczcie Mateusza” w roku 2015 pierwszy burmistrz Hamburga  Olaf von Scholz w obecności prezydentów Niemiec i Polski z poważaniem odniósł się do współpracy gospodarczej przedsiębiorstw hamburskich z polskimi. Mówił o tym jak istotne i korzystne to współdziałania Warto wiedzieć, że do kooperacji nakłaniają i są z niej dumni nasi hamburscy rodacy, Polonia zwłaszcza. Czyż więc dziwi fakt, że przeszło 600 tutejszych firm ma partnerów w Polsce?

Szczególnie owocna jest działalność w dziedzinie handlu i rzemiosła. Pochwały sypią się również pod adresem polskich informatyków. Wysoką pozycję zajmuje firma AKRA GmbH założona w grudniu 1999 przez polsko-niemiecki duet Tomasza Ochmanna i Fabiana von Borcke. Specjalizuje się ona w usługach IT (oprogramowanie) Dostarcza profesjonalne i indywidualne rozwiązania zapewniające wsparcie i kompleksową pomoc firmom, przedsiębiorstwom, bankom, zakładom, koncernom na każdym etapie po ostateczną wersję produktu. Są to projekty informatyczne w zakresie tworzenia i wdrażania nowoczesnych technologii dla biznesu w Polsce i świecie. Rozkręca ona przedsiębiorczość, zbliża i przyspiesza wiele procedur, które wspierają gospodarkę polską, europejską, niemiecką. Dzięki doświadczeniu swoich pracowników, w tym i licznych Polaków, ich innowacyjności i indywidualnemu podejściu do klientów praca i wyniki przedsiębiorstwa AKRA GmbH sięgają najwyższych standardów.

Pan Tomasz Ochmann uważa, że jego polscy pracownicy lokują swoje zarobki w kraju urodzenia, tam nabywają nieruchomości i pomagają rodzinie, a to ewidentnie wzbogaca Polskę. Przy tym, w miejscu tymczasowego osiedlenia także żyją na odpowiednim poziomie, bo godziwie zarabiają. Kupują auta i inne dobra , a więc uruchamia się cały łańcuch gospodarczych powiązań i zależności. Filia placówki hamburskiej w Krakowie sprawia, że dochody wpływają i pozostają zarówno w Niemczech jak i tam - nad Wisłą.
Niemcy i Polacy doskonale ze sobą współpracują, uczą się, wymieniają doświadczeniami
i wzorowo rywalizują w pomysłach i ideach. - Dobry klimat w pracy to podstawa działalności, a definiować trzeba się poprzez osobowość - nie paszport - twierdzi jej właściciel i sam jest najlepszym przykładem rozważnego i przyjacielskiego wszystkim szefa. Pisała o tym Andrea Pawlik w artykule „ Von Tomasz zu Thomas” w Hamburger Abendblatt – prestiżowym i najbardziej poczytnym miejscowym dzienniku.

Fakt, że Tomasz Ochmann odniósł sukces zawodowy, nie odebrał mu wrodzonej skromności i dystansu do siebie. Nie mniej satysfakcjonują go dobre opinie w miejscowej prasie i uznanie burmistrza Hamburga, który przemawiając na Hamburger IT Strategiatagen pochwalił AKRE za to, że przyjmuje w szeregi swych pracowników informatyków z Europy Wschodniej, a tym samym, unika problemów personalnych, doskonle funkcjonuje i stale się rozwija.
Trzeba wiedzieć, że o fachowców na rynku niemieckim nie tak łatwo, czego dowodem około 40 tysięcy nieobsadzonych stanowisk w branży Software.

O zawodowym sukcesie architekta Romana Olszowki nie wszyscy Polacy nad Łabą być może dostatecznie wiedzą, ale nie ulega wątpliwości, że cieszy się on należytym uznaniem hamburczyków, Europejczyków i miejscowej prasy.
Polak wystawia domy w najdroższych punktach miasta, wśród ogrodów, willi i pałacyków z ubiegłego stulecia, w najbardziej okazałych dzielnicach jak Harvestehude, Eppendorf, Blankenese. Jego projekty zadziwiają nowoczesnością, niezwykłym pięknem i funkcjonalnością. Rozmach, przeszklenie, elegancja białej kolorystyki budzą pozytywne emocje i zaspokajają oczekiwania zamożnej, wymagającej i elitarnej klienteli. Równowaga między tradycją a nowoczesnością i dążenie do harmonii w myśl zasady „mniej znaczy więcej” są podstawą jego projektów.

Roman Olszowka studiował w Krakowie, co bardzo sobie ceni, a także w Hanowerze pod okiem profesora architekta i urbanisty Gerharta Laage. To wiele mu dało, ale wciąż uważa, że najwięcej wyniósł z „polskości”, z tej jedynej w swoim rodzaju sztuki życia, polegającej na  ambicji w dążeniu do tego, by nie zaprzepaścić nigdy swej szansy, nie poddać się, nie zatracić tożsamości i uporu. Nie ukrywa , że wiele zawdzięcza polskim ekipom budowlanym z którymi od lat współpracuje. Bez trudu dostosowują się one do wymogów niemieckich.
Mało tego ich pracownicy, są koncepcyjni, sensowni, zręczni i otwarci na nowości.
- Tam gdzie Niemiec widzi 10 przeszkód Polak znajduje 100 rozwiązań. - Jakże to cieszy i jaką wyzwala siłę! – powiada. - A potem dodaje nieskromnie : -  To ja Polak, te atrakcyjne rezydencje i apartamentowce obmyśliłem, zaprojektowałem i postawiłem, w kilku przypadkach zrewitalizowałem, by chwałę wspaniałego miasta na wieki głosiły. - Brzmi to patetycznie, ale i prawdziwie! Na tyle prawdziwie, że dowodem ów słynny napis POLEN w ciemniejszej klinkerowej cegle na fasadzie Hanse Viertel - renomowanego pasażu w samym sercu miasta, nad Alsterem.
Dokonali tego polscy budowniczowie, których Olszowka, a także inni inwesrtorzy niemieccy znają i cenią. Tak cegłę dobrali i ułożyli, że z oddali widać czyim dziełem jest inwestycja tak imponująca.

- A więc jesteśmy widoczni, już nie „unsichtbaren”.* -   Nie kryjemy się z naszą polskością -   twierdzą Polacy i rozmawiają w języku ojczystym przy robocie, przeklinając niekiedy dla szwungu i psychicznego odprężenia. Przy tym pracują tak, że Niemców wprawiają w osłupienie. A gdy ktoś dziwi się, dodają z humorem i dumą: - ” dał nam przykład Bonaparte.” I wyjaśniają skąd w nich taka wytrwałość i ochota. - Fajne chłopaki! – Rozpoznawalne z uśmiechu, szarmanckiej ogłady i fantazji. Oni wiele potrafią i nie mają żadnych kompleksów. Nawiązują przyjaźnie, propagują turystyczną Polskę, nakłaniają do nauki naszego języka. W niepamięć poszły czasy, gdy podziwialiśmy cudze, a swego nie znaliśmy, bądź nawet wstydziliśmy się.

Do pracowitych i pomysłowych zaliczymy jeszcze polską hamburżankę, o której prasa także dość często donosi . - To Elżbieta Mallert – projektantka mody pochodząca z Chróstów Wysińskich w gminie Lisewo na Kaszubach. Jako nastolatka przybyła z rodzicami w latach osiemdziesiątych do Hamburga. Tu ukończyła szkołę krawiecką, studium i rozmaite kursy. Zrealizowała marzenia, projektuje i szyje ekskluzywne damskie ubrania. Klientkami Liz Maraux najzamożniejsze miejscowe i światowe elegantki. W jej wytwornych butikach pojawiają się celebryci, bogacze, prominenci, bo tam wyszukane, markowe kreacje, i najdoskonalsze dodatki. Liz Malraux ma pozycję i uznanie. Niedawno świętowała w hotelu Kempinski – Atlantyk 25-lecie działalności na hamburskim rynku modowym. Owacjom i zachwytom po jesiennej kolekcji nie było końca. Niewielu jednak wie, że te cenne i unikatowe dzieła sztuki odzieżowej, wymagające precyzji wykonania, powstają nie w Niemczech, nie w Chinach, lecz w Polsce - na Kaszubach właśnie. Tam, we wspomnianych Chróstach Wysińskich doskonale prosperuje firma - PP – H –Usługi Promoda & Prohipo, dając zatrudnienie i satysfakcję miejscowym.Tak więc, jesteśmy w czołówce i co brzmi niekiedy nieco „ na wyrost”, wspieramy niemiecką gospodarkę.

Polacy włączają się również w nurt życia społecznego, politycznego, zajmują stanowiska w urzędach, współpracują na wielu płaszczyznach z Niemcami. Dla przykładu Polka Katarzyna Rogacka – Michels jest kandydatką do rady integracyjnej miasta Hamburga. Jeszcze jeden przykład, tym razem z pozarządowej, prężnie działającej i liczącej się w Niemczech organizacji ochrony środowiska naturalnego NABU   (Naturschutzbund Deutschland e V). Zatrudniony w niej absolwent Uniwersytetu Gdańskiego Krzysztof Wesołowski uchodzi w Hamburgu za najdoskonalszego propagatora i znawcę ekologii i kształci z pasją tysiące niemieckich, hamburskich uczniów w tym zakresie. Ma przy tym zawodowe kontakty z polskimi ekologami, zwłaszcza tymi, którzy zajmują się czystością wód i ornitologią. Czyż nie wspiera gospodarki?

O dokonaniach naszych można mówić w nieskończoność. Pamiętajmy jednak, że nie dla pochwał większość rodaków działa i pracuje w Hamburgu, czy też innych, europejskich miastach na Zachodzie. To często konieczność życiowa sprawiła, że przyjechali w nieznane i stanęli na wysokości zadań. Wykorzystali umiejętności, talenty, poszerzyli wiedzę, zdobyli w trudach nowe doświadczenia. Z uznaniem wypowiadają się o Polakach urzędnicy Izby Rzemieślniczej, Urzędu Pracy i naszego Konsulatu. Idzie więc w świat przekonanie, że dobre jest to, co polskie; zarówno towary, usługi , a przede wszystkim wiedza i umiejętności. Zyskują Niemcy, ale i Polacy nic nie tracą. Jest to wsparcie dwubiegunowe. Najważniejsze, że zmieniły się o nas opinie i że Polska tak wiele dla sąsiada zza Odry, znad Łaby, Renu, Wezery znaczy. To niekwestionowany sukces!


*
Nasza aktywność społeczno – polityczna w krajach naszego osiedlenia w Unii Europejskiej była tematem spotkania Unii Wspólnot Polonijnych w Brukseli w dniach 2 – 4 października tego roku, bowiem temat ten jest istotny, żywy i wymagający szerszych analiz.

S.R.

*”Wir unsichtbaren” tytuł książki Petera Olvera Loev o polskich emigrantach

 

 

sl2

sl3sl4

sl1

 Biuro arch .R. Olszowka


25.10.2014 r

 

Całkiem niedawno w Hamburgu odbył się niesamowity koncert.

Przybyła cała masa ludzi i wszyscy bawili się wyśmienicie. Koncert odbył się w klubie Kaiserkeller,

który mieści ponad 550 osób i tyle właśnie przybyło.

Na początek w piwnicy można było posłuchać młodego człowieka, wygrywającego na skrzypcach takie utwory jak : One Day in Berlin, Piraci z Karaibów oraz wiele innych znanych utworów a wykonawcą tych kawałków był Tomasz Dolski.

 

Dolski to młody, wybijający się artysta, który zajął 3 miejsce w finale Must Be The Music i tak powoli zaczęła się jego kariera muzyczna w kraju i zagranicą. Ale oczywiście to nie wszystko o czym chciałbym Was poinformować - główną gwiazdą wieczoru była Urszula ze swoim zespołem i to właśnie głównie dla nich przybyło tylu fanów. Urszuli chyba nie trzeba nikomu przybliżać.

Na koncercie można było usłyszeć jej dobrze znane utwory tj.:

Dmuchawce latawce wiatr, Malinowy król, Luz-blues w niebie same dziury i wiele, wiele innych kawałków.

 

 

Po koncercie zespołu można było zdobyć zarówno płyty i autografy, jak i zdjęcia z wokalistką, Urszulą Kasprzak i członkami zespołu.

 

 

Organizatorem tego przedsięwzięcia był Związek Dziennikarzy Polskich w Niemczech (ZDPwN) z siedzibą w Hamburgu a koncert poprowadził jego Prezes osobiście. Impreza odbyła się 25.10.2014 r. w słynnym klubie Kaiserkeller przy Grosse Freiheit 36 w Hamburgu,

który gościł wcześniej m.in. The Beatles.

 

Zespołom występującym w tym dniu dla nas, jak i organizatorom bardzo dziękuję i życzę powodzenia w dalszym realizowaniu ciekawych projektów. Z niecierpliwością czekamy na kolejne koncerty. W imieniu Polonii zarówno Berlińskiej, Hamburskiej jak i pozostałej, bardzo dziękujemy i pozdrawiamy.

Kolejny, 22 już tom Rocznika Polska 2011 (Jahrbuch Polen 2011) poświęcony jest polskiej kulturze.

 Eseje, analizy, wywiady, rozważania, ale i zaprezentowana twórczość znaczących pisarzy współczesnej Polski, by wymienić opublikowane fragmenty z „Traktatu o łuskaniu fasoli” Wiesława Myśliwskiego i „Między nami dobrze jest” ze sztuki scenicznej Doroty Masłowskiej – przekazują wszechstronny obraz tego, co w kulturze polskiej ważne i godne przedstawienia czytelnikowi niemieckojęzycznemu.
Oczywiście, jak w przypadku każdego wyboru, nasuwają się zawsze pewne wątpliwości i uwagi.
Prócz subiektywnych (dla mnie duet pisarski Stefana Chwina i Krystyny Lars, to męczące kuriozum), dołączają mniej subiektywne, merytoryczno-formalne.

Z dużym zdziwieniem przeczytałam artykuł Nawojki Cieślińskiej-Lobkowicz. Autorka wprawdzie zajmująco pisze o historii berlińskich powiązań polsko-niemieckich na przestrzeni ostatnich wieków, ale współczesność traktuje dość stronniczo.
Dotyczy to m.in. galerii, które promują artystów polskich w Berlinie. Pominięcie chociażby Galerii Miejsca der Ort, od lat upowszechniającej dzieła twórców krajowych i z polskim rodowodem - na tle innych wymienionych w artykule - budzi zdziwienie, a nie wspomnienie Instytutu Polskiego w Berlinie i jego wszechstronnej, a nade wszystko profesjonalnej działalności na rzecz propagowania polskiej kultury - to duża nieuwaga.
Summa summarum: nawet przy wymienionych tu niedostatkach (recenzuję dla czytelnika w Berlinie, stąd szczególna uwaga poświęcona Berlinowi), całość stanowi wartościowe vademecum, które prezentuje współczesny obraz polskiej kultury, jest miarodajnym kompendium wiedzy różnych jej dziedzin.

Jahrbuch Polen 2011                                                                              Regina Mikielewicz
Band 22/Kultur
Pod redakcją Andrzeja  Kaluzy i Jutty Wierczimok
Deutsches Polen-Institut
Harrassowitz Verlag, 2011                                          

W Berlinie ukazał się nowy album pt. Polonia w obiektywie Stefana Dybowskiego.

Drugi, dokumentujący lata 2009-2011, będzie obiektem mojej życzliwej, acz krytycznej recenzji, bo krytyka, jak wiadomo, zdolna jest sprowadzać artystów na ziemię, co rodzi nadzieję, że kolejny album (a nie wątpię, że i następny otrzyma dotację Konsula RP w Berlinie) będzie lepszy, a więc dobry.